poniedziałek, 2 grudnia 2013

59.

Pomóż mi. Moje serce zwalnia rytm. Nieporozumienie. Kamienieje. Roztapia. Zdmuchnie je wiatr. jest puste. Nie pozwól mi stracić tchu. Pierś nierówno opada w dół. Ja umieram. Kurczę się. Wargi mi sinieją. Chłód otacza mnie zewsząd. Pomóż mi bo opadam z sił. Już następna. Odszedłeś powoli. Zostawiając mnie w agonii. Biała królowa ratuje mnie z opresji. Nakazuje drogę. Lepszą. Ciężko jest mi w to uwierzyć. Północ już dawno za nami. Dobija do rana. A tu znów niespełnione marzenia ciążą mi jak kamienne serce. Lecę z wiatrem. Tak pusta w środku. Odchodząc zabrałeś wszystko. Dusza upadła. Ciało umiera. Bez niego jest jedynie wspomnieniem. Znów jesteś tym. Odtrąconym aniołem. Niszczysz kruchą istotę. Z przyjemnością. Każdego dnia jest mnie mniej. Odbierasz. Dajesz. Zabierasz. Odchodzisz. Znikasz. Kłamiesz. Obiecujesz. Przysięgasz. Mówisz. Łżesz. Tracisz mnie... wiesz?

czwartek, 21 listopada 2013

58.

Zbyt szybko tracę Cię z oczu. Moją chorobą jest miłość. Wylecz mnie. Uratuj. Napraw. Płaczę tutaj. Jesteś tym, przez kogo tracę siły. Więzisz mnie. Pozwól się uwolnić, zwolnij. Zluzuj więzy. To już koniec. To mnie niszczy. Tak jak Ty. Jesteś, nie. Brak mnie, we mnie. Otula mnie chłód naszych pięknych wspomnień. Dlaczego pozostają mi tylko one, w miejscu Twoich gestów? Co poradzić gdy za oknem deszcz, kapie równio ze słonymi łzami. Minęło tak wiele czasu, gdy wyrwałeś mi serce. Od tego czasu nie sypiam. Tracę powietrze w płucach. Niekompletna.
Zabij mnie. Zabij mnie. Zabij mnie. Błagam. Zabij mnie.

poniedziałek, 18 listopada 2013

57.

Zaśnij, snem beztroskim. Zduś w sobie resztkę uczucia. Któremu pozwoliłeś zginąć. Daj upust emocjom. Zapomnij o wszystkim. Tak dobrze Ci wychodzi. Zetrzyj ze mnie pamięć. Odbierz ją. Wspomnienia. Marzenia. Ten rok. Czas. Nie zasługuję na więcej. Zabierz je ode mnie. Sumienie. Zacznij działać. Pomóż mi zapomnieć. Masz w tym wprawę. Upadły aniele. Spotkamy się w piekle. Pamiętasz jeszcze? A moje imię? Znasz je chociaż? Może zapominasz. Ja wiem, pamiętam przecież. Postaw się na moje miejsce. Chociaż nie, ja mam serce niedzisiejsze. Wciąż jest tam, gdzie spotkać mnie chciałeś. W odległym czasie. Gdy jeszcze kilka słów mogłam usłyszeć. A teraz umieram, tonę. Mój przyjacielu, wiesz, że Ci nie pomogę...

sobota, 2 listopada 2013

56.

Kocham ból. Tylko on jedyny jest ze mną dzień i noc. Nie odstępuje mnie na krok. Pilnuje. Nie opuszcza. Jest w najlepszych i najgorszych momentach. Rozumie mnie doskonale. Przyzwyczaiłam się. W końcu wypełnia mnie całą tak dokładnie.
Mija trzeci tydzień bez Ciebie, a ja wciąż pamiętam i nie przestaję wierzyć. Naiwnie. Ludzie tchórzami byli i będą. Świata nie zmienię. Powinnam zapomnieć. 
Koniec końców nie jest zły, w końcu kiedyś nadejdzie już. Wyczekiwany. Nasłuchiwany. Zawsze tak bardzo chciany. A gdy już próg przekroczy, powitam go z wielkim uśmiechem. Odejdę w ciemność, szukając drogi. W końcu przestanę być tak wrogi. Zaskoczę sam siebie, będę szczęśliwy w innym świecie.

wtorek, 1 października 2013

54.

To właśnie jest najgorsze w byciu z kimś. Jest Ci najbliższą osobą na świecie, a już w następnej chwili mówi, że trzeba „odpocząć od siebie”, „poważnie porozmawiać” albo „może ty...” A zaraz potem już go nie ma. Wtedy pozostaną jedynie stare rozmowy. Wyobrażanie sobie,  że znów jesteś szczęśliwa, głupie obietnice, że to minie, to chwilowe, załamania są przy każdym rozstaniu. Będziesz wybuchać płaczem przy każdym miłym wspomnieniu. Mimowolnie złapiesz się na próbie przypominania głosu, którego już nigdy nie usłyszysz. Kiedyś byłaś szczęśliwa, lecz to minęło. Bezpowrotnie. Zdajesz sobie sprawę, że życie już nie jest życiem, a karą. Bolesną i nieubłaganą.

poniedziałek, 23 września 2013

53.

Moment kiedy celowo przestajesz pobierać oddechy. Czujesz w całym ciele energiczne bicie serca. Płucom przestaje być dostarczany drogocenny tlen. Na twarz uderza dziwne uczucie. Szum w uszach. Delikatne zawroty głowy. Wielka chęć i odruch pobrania wdechu. Czy odważysz się tego nie przerwać? Pozwolisz sercu stanąć w miejscu? Wcześniej czując jak powoli zwalnia bieg. Płuca skurczą się do granic możliwości z braku powietrza. A Ty bezwładnie dusząc się, umrzesz w męce. To jak? Jesteś tchórzem? Wystarczy Ci odwagi, by przerwać tą ciszę? Bez wdechów, wydechów i tchu?

niedziela, 15 września 2013

51.

Jestem sobie nikim.
Nikim sobie jestem.
W końcu stworzona do krzywd.
Poniewieraj sobie mną.
Bo my uczuć nie otrzymamy.
Zabaw się mną.
Tak jak lubisz.
Wykorzystaj.
Sponiewieraj.
Skop, a później wyrzuć.
Znajdź ładniejszą.
Może młodszą.
Podatniejszą.
I smutniejszą.
Udawaj przede mną.
Kłam.
Obiecuj.
A przecież zabawka taka uległa, że swemu panu we wszystko uwierzy.
Zawsze będzie.
Nie zostawi.
Jak pies, wiernie przy nim leży.
Każda sztuczka na nią działa.
Obietnice bez pokrycia.
Zawsze będzie.
Poczeka.
Choćby tydzień.
Bez uwagi.
Bo w końcu się przypomni.
Przecież jest jej panem.
A może miesiąc?
To bez różnicy.
Zawsze będzie.
Chyba, że umrze.
A to możliwe.
Zabawki też umierają.
Z tęsknoty, jak psy.
Bez właściciela.

środa, 11 września 2013

50.

Pseudo mądre wywody. 


Jesteśmy tak puści jak worki, których jedyną zawartością jest powietrze. Coraz częściej zapominamy o własnym człowieczeństwie w pogoni za doskonałością. Żądza pieniądza liczy się bardziej niż uczucia. Świat, w którym depresja jest częstszym odsetkiem zachorowań, aniżeli zwykłe przeziębienie. Popadanie ze skrajności w skrajność jest na porządku dziennym. Nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństw jakie czekają na Ciebie za rogiem. Życie jest coraz bardziej monotonne, przewidywalne i nudne. Ludzie popełniają samobójstwa częściej niż umierają na raka. Palenie dla odreagowania, picie by zapomnieć, narkotyki by świat stał się piękniejszy. Z pokolenia na pokolenie stajemy się coraz głupsi, płytsi, rozpieszczeni.
Ignorancja się szerzy. Hipokrytów przybywa, mądrych ubywa. Egoiści się rodzą, skromni umierają. Samozagłada świata zbliża się nieubłaganie. Cofamy się w czasie. Ludzie głupieją, a takimi z łatwością można sterować. Niczym Hitler, władzę nad nami sprawować będzie rząd, co powie, to zrobimy. Damy się traktować jak pod gatunek. Pozwolimy sobą pomiatać. Sterować jak pustymi marionetkami. Tracąc własne zdanie, tracimy część swojego człowieczeństwa.
Wszyscy staniemy się jak jeden. Każdy nie różnił się będzie od drugiego. Robione wszystko na jedno kopyto, wyprodukowani w fabryce pod dyktaturą. Co stało się z różnorodnością i oryginalnością. Umarła. A wraz z nią zdychać będzie nasz kraj, który był wywalczony krwią. Po co było walczyć, skoro teraz chcemy to wszystko zniszczyć. Ludzie są największą i najbardziej niszczycielską siłą we wszechświecie. Od zawsze tak było i zawsze będzie. Chociaż to "na zawsze" brzmi już dosyć niepewnie, w dzisiejszym, chorym, depresyjnym świecie. 

czwartek, 5 września 2013

49.

Życie.
Przestanek w drodze do śmierci.
Cierpienie.
Chwile słabości. Chwile szczęścia. Chwile zwątpienia.
Lekcja. Przypadek. Monotonia. Egzystencja.
Ogółem rzecz ujmując życie jest wszystkim o czym tutaj wyżej wspomniałam. Jednocześnie jest najtrudniejszą lekcją jaką moglibyśmy sobie wyobrazić, będąc z drugiej strony często zabawą i naprawdę niesamowitym doznaniem.
Pesymiści zdefiniują je jako niesamowicie ciężki okres, egzystencje, bądź wieczne cierpienie.
Optymiści stwierdzą, że jest to coś, co dostaliśmy w prezencie, z czego trzeba się cieszyć, żyć pełną piersią i nigdy nie patrzeć za siebie. Ogółem - dar.
Realiści powiedzą, że jesteśmy jedynie cząstką wszechświata, której istnienia nikt nie zauważa, gdyż takich jak my jest parę miliardów.
Ja jednak powiem, że jednocześnie jest darem, jednocześnie cierpieniem i niczym nadzwyczajnym. Moje istnienie na pewno nie ma sensu. Nigdy nie zostanę zapamiętana na większą skalę. Marzyłoby się o sławie światowej. Jednak to tylko marzenia.
Moje życie jest nic nie wartę, porównując do miliardów ludzkich istnień. Szanuję je. Mimo, że nienawidzę. Wolałabym pozwolić żyć moim życiem osobom, które bardziej na to zasługują.

piątek, 30 sierpnia 2013

48.

Zdałam sobie sprawę, że kiedy kończymy się My, to kończę się ja. Czy w ogóle jeszcze jest jakiś sens naszego istnienia. Mając dość rozmów ze mną najlepiej jest po prostu to powiedzieć.
Gubię się w tym wszystkim. Cierpienie dosadnie mnie niszczy, przez co nawet często nie umiem realnie odczytać sytuacji. Czy aby na pewno na tym miało to polegać? Chodziło o moje katusze... A może Ty tak lubisz. Doprowadzać mnie do łez.
Żyje bo muszę, chociaż nie, ja wcale nie muszę, nic nie muszę. Kochać też. Męczyć się. Być przy Tobie, z Tobą. Ja nic nie muszę.
Nie, to nie o to chodziło. Kolejny raz zawodzisz. Kolejny raz upadasz. Dlaczego mamy upadać razem? Ciągniesz mnie za sobą, niemiłosiernie obijając mną o ściany piekła. Nie jestem zabawką. Czy aby na pewno dobrze rozumiesz.
Nawet sobie nie zdajesz sprawy. Zmień się. Póki nie jest za późno. A może już jest.
Za mało umiecie, za mało wiecie, to i kłamać musicie.
Sugeruje, że niedługo umrę. Obchodzę Cię jeszcze?

niedziela, 25 sierpnia 2013

47.

- A więc podstawowe pytanie: Jak się dzisiaj miewasz? - Zapytała kobieta z wymalowanym spokojem na nieskazitelnej twarzy. Zwracała się do chudej, przygarbionej i bladej dziewczynki, drżącej z zimna i strachu. Pierwszy dzień w odosobnieniu, pierwsza noc i pierwsza terapia w zakładzie psychiatrycznym.
- Nic.
- Pytałam jak się miewasz, to raczej nie jest adekwatna odpowiedź do mojego pytania.
- Nic, powiedziałam. - Z oczu dziewczynki popłynęły łzy. - Chcę umrzeć, po co to wszystko?
Wzrok miała tak nieobecny, jak gdyby nie było jej tutaj duszą, a jedynie cieleśnie. Opuściła swoją zewnętrzną powłokę, a zaś wewnętrzna zmarła razem z jej chęcią do dalszej egzystencji.
- Jesteś tutaj, ponieważ próbujemy Ci pomóc.
- A ktokolwiek pytał czy potrzebuję waszej pomocy?
Kobieta zmarszczyła brwi. Poczuła ciarki na swoich ramionach, słysząc dobitny ton dziecka.
- Potrzebujesz pomocy. Pokażemy ci jak żyć. Masz dopiero siedemnaście lat. W takim wieku nie powinno się umierać.
Dziewczynka przeniosła wzrok na ścianę, później na okno, następnie wstała.
- Chcę umrzeć, tutaj nie ma o czym rozmawiać.
Gdy ktoś chcę się zabić leki i terapia nie pomogą. Potrzeba miłości i zrozumienia, która w tych czasach przestała istnieć. Wyginęła niczym dinozaury przed wiekami. Po co żyć w świecie w którym najważniejsze wartości zniknęły.

czwartek, 22 sierpnia 2013

46.

Zabawa trwa. Kłamstwa. Puste słowa. Obietnice bez pokrycia.
Dziwne. Masz dwie osobowości? Dwa różne oblicza?
Kłamliwe i podłe.
Miłe i słodkie.
Kocham Cię.
A może nie.
Jeśli to gra? Chora gra.
Kiedy się skończy, a może jak?
Znasz ból wewnętrznego umierania? Wiesz jak to jest gdy wszystko się w jeden chwili sypie?
Nawet gdyby miał w zapasie milion noży, bez problemu pozwoliłabym sobie każdy z nich powbijać prosto w serce. Byle by tylko pozostał przy mnie każdą minutę dłużej.
Powoli przyzwyczajam się do jego nieobecności. Oraz obojętności. Zwykle gdy już coś mam, wymyka się z moich rąk.
Tracę oddech. Coś uciska klatkę. Zabrania tlenu. Ledwo zaczerpnięty wdech. Wydech. Duszę się. Umieram. Jest tlenem. Utrudniasz mi dostęp do powietrza. Umrę.
Tracę zasięg Twoich oczu.
Gdy mijasz mnie obojętnie... jeszcze niczyja dusza nie wyglądała tak pięknie.
Tracę zasięg Twojego serca.
Znasz ból gdy wszystko tak nagle się sypie?
Wiesz jak jest gdy ktoś zabiera Ci tlen?
Szkoda, że...
Nie zabieraj go. Umrę.
Chyba, że jest Ci na rękę...

sobota, 10 sierpnia 2013

45

Samotnie wśród ludzi.
Zagubić siebie.
Utracić tożsamość.
Odrzucić wiarę.
Zapomnieć o nadziei.
Przestać odczuwać.
Zamknąć się w sobie.
Wyzbyć się uczuć.
Stawać się szary.
Być tak nijaki.
Nie umieć kochać.

Nienawidzić siebie.
Karcić siebie.
Gasić siebie.
Karać siebie.

Nigdy nierozumiana.
Zawsze oceniana.
Zbyt pochopnie.
Niewłaściwie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

44.

Jak powstaje nienawiść do samego siebie.
Słysząc komplementy w swoją stronę, wciąż i wciąż, i wciąż.
'Jesteś taka chuda', 'jesteś śliczna', 'odchudzać, z czego?'
A Ty i tak, i tak czujesz się źle.
Okropnie.
Obrzydliwie.
Ohydnie.
Brzydko.
Grubo.
W dupie mam te wasze komplementy.
Twoje też.
Tak, Twoje również.
'Przestań, jesteś śliczna'
'Daj spokój, jesteś chuda'
Ale to nie pomaga.
Dalej czujesz się źle.
Czyje słowa pomogą?
Czy jakiekolwiek pomogą?
Pomogą.
To pewne.
Ale czyje... Z jakich ust muszą płynąć?
Może jego?
Tak, właśnie, z jego.
Dotyk.
Uśmiech.
Co za różnica?
Wielka.
Ogromna.
Milowa.
Jego słowa. Jego. Jedynie jego.
Sam z siebie.
Bez namowy.
Bez aluzji.
Prosto z serca.
Spontanicznie.
Prawdziwie.
Szczerze.
To pomoże? A kto wie.
Mnie?
Na pewno.

czwartek, 1 sierpnia 2013

43.

Kocham Cię.
Krzywdzisz mnie.
Słowa uderzają jak bicze.
Cieknął łzy.

Zmiany nastroju, ranią mnie.
Zimne słowa. 
Puste słowa.
Smutne słowa.
Przykro mi.
Płacze sobie.
Kocham Cie.

Boli mnie.
Płynie krew.
Oczy mi popieleją.
Czy to ma sens.
Cokolwiek ma sens.
My mamy sens.
Miłość ma sens.
Nic nie ma sensu.

Jesteśmy jak marionetki.
Przyzwyczajamy się.
Ludzie wykorzystują nas.
Ranią.
Krzywdzą.
A my wybaczamy.

Kocham Cię.
Dlaczego to robisz.
Za co to robisz.
Jestem bezbronna.
Delikatna.

Zrozum to. 
Płacze teraz.
Boli mnie.
Nic nie zrobię.
Kocham Cię.
Nie rób tego.
Obroń mnie.
Nie krzywdź.
Broń i kochaj.


Kochaj mnie.
Kochaj bardzo.
Kochaj mocno.
Bez wytchnienia.
Nie miej granic. 


Więcej nie chcę.
To tak wiele?
Nie rań mnie.
Proszę nie.
Tego chce.

niedziela, 28 lipca 2013

41.

Samookaleczanie jest często niemym krzykiem o pomoc w świecie, w którym nikt nikogo nie słucha. Autoagresja jest powodowana różnymi czynnikami. 
Samotnością.
Nienawiścią.
Lękiem. 
Wstydem. 
Wstrętem.
Bierzesz żyletkę, wypisując na skórze całe swoje cierpienie. 
Każdy ból, każdą zadrę. 
Czujesz, że musisz się krzywdzić.
Za swoją głupotę, za lekkomyślność, wygląd, nawet za to, że oddychasz, żyjesz, odczuwasz.
Śmieszne jest to, że autodestrukcja tak bardzo uzależnia. 
Chwytasz żyletkę, nożyczki, nóż, albo kawałek rozbitego szkła... Nie myśląc o tym, czy jest czyste, czy nie wda się jakieś zakażenie... Po prostu przyciskasz ostry przedmiot do skóry i po niej przejeżdżasz, dociskając z całych sił. Rękę bezwładnie opuszczasz, by nacieszyć oczy kreseczką, zachodzącą ciemną krwią. 
Gryziesz wargi, z całych sił, zaciskasz na nich zęby.
Ból uczy pokory.
Uzależnia. 
A ten widok...
Czy to nie jest piękne?! A może nie tyle piękne, co satysfakcjonujące, cudowne, jednak co najważniejsze: destrukcyjne.
W tym cała rzecz. Chcesz się zniszczyć. Karać. Krzywdzić. Dlaczego masz być bezkarny, skoro jesteś winny?! Żyjesz, a nie powinieneś. Jedyne co musisz, to cierpieć. Płakać, żałować, że żyjesz.
Przecież jesteś nikim.
Brzydkim, nikomu nie potrzebnym ciałem. Obrzydliwym, tracącym tlen potworem.
Niszczysz sam siebie.
Próbujesz.
Więc w końcu to zrób, zniszcz samego siebie.
Wołasz o pomoc, lecz nikt Cię nie słyszy.
Sam masz dowód na to, że nic nie znaczysz.

czwartek, 18 lipca 2013

39.

Czemu nasz rozum jest tak źle skonstruowany?
Chcemy pamiętać same cudowne chwile.
Dzieciństwo, mamę, tatę, dziadków, wszystkie uśmiechy i życzliwe słowa...
Ale nie.
Pamiętamy osoby o których każdy każe nam zapomnieć.
Fałszywe obietnice też długo zagrzewają miejsce.
Kłamliwe wyznania.
Wciąż staramy się powstrzymywać od powtarzania niektórych słów w myślach.
Chcemy się za wszelką ceną pozbyć z głowy rozmów, obrazów, dźwięków...
Mózg jest tak skonstruowany, że kojarzy wspomnienia z daną melodią, pobudzając receptory, doprowadzając do płaczu, kołatania serca, całkowitego i totalnego rozbicia.
Dezorientacji.
Czy tak pracuje prawidłowo zaprogramowany organ?
A może to nasza wina?
Ale co poradzić, gdy ktoś kogo kochamy całym sercem, któremu właściwie się w całości oddajemy...
Odchodzi.
Opuszcza nas.
Traktuje jak kogoś kto nigdy nic nie znaczył?
Czy jest sens myśleć o kimś takim?
Sęk w tym, że zamiast nie myśleć...
Myśli się 24 godziny na dobę.
Przed zaśnięciem.
We śnie.
Po przebudzeniu.
Przez cały dzień.
W kółko.
Płacz.
Niczym nie da się zająć myśli.
Nawet wmawianie sobie, że nigdy nic się dla niego nie znaczyło.
Nie pomaga.
Definitywnie.
Mózg to bubel...

czwartek, 11 lipca 2013

37.


Jeśli masz się pojawić w moim życiu tylko na moment, lepiej żeby nie było Cię wcale. Nie pomyślałeś o tym, zanim się w nim pojawiłeś. A teraz odchodzisz. Pojawiasz się i znikasz. Po co to robisz? Umierałam już przez Ciebie, ile to już było razy.. Szkoda by było, gdybym umarła już tak do końca, by położyli mnie w grobie, spuścili w trumnie w czeluść ciemności i zakopali, nie? Było by Ci szkoda?
Nie... zapomniałam... Ciebie to nie rusza.
Lubisz się mną bawić. Okłamywać ze wszystkim, sądząc, że jestem na tyle głupia, że nic nie wiem. A ja wciąż czekam na ostateczny dzień. Gdy w końcu moje słowa chwycą Cię tak dobitnie za sumienie... Na tyle, byś przestał. Naprostować można wszystko, ale sęk w tym, że Ty nie chcesz.
Zastanawiam się po co się zjawiłeś. Twoje pojawienie się, oraz istnienie w moim życiu ma jakiś sens. W bezsensie sens też na pewno istnieje. W moim cierpieniu, przez Twoje kłamstwa również. Jednak zastanawiam się jaki był powód Twojej obecności w moim życiu.
Albo zniknij, albo w końcu przestań kłamać.
Nie proszę o wiele... Miłość wszystko wybacza. Moja w szczególności. Przestań mną manipulować. Zrozum, że ja w nieskończoność znosić tego nie będę.
Ironia losu, przezabawne zachowania, przekomiczne teksty.
Proszę, nie oczekuję wiele.
Wiesz, że piszę to do Ciebie. Czytasz to. Cholera, wiem to. Proszę. Przestań kłamać, albo znikaj... Więcej łez nie chcę. Może chociaż zobaczysz mnie w trumnie, gdy będzie mój pogrzeb, wtedy się spotkamy. A później w piekle... Może tam poznam Twoją prawdziwą osobę...
Proszę zabijcie mnie.

wtorek, 9 lipca 2013

36.

Płynie rzeka z moich oczu, deszcz ulewny.
Pomyślałby kto... ze niebo bezchmurne było jeszcze przed chwilą.
Teraz pada, deszcz ulewny.
A teraz pada, mi w serce pada.
Aż smutek z niego wylewa. 
Oj utopie się w nim.

Może to i lepiej.
Tak, to o wiele lepiej. 
Sądzę...

sobota, 6 lipca 2013

35.

Budzisz się.

Myślisz.

Jesz.

Myślisz.

Bierzesz prysznic.

Myślisz.

Czytasz to teraz.

Myślisz.

Tak właśnie mijają Twoje dni.

Myślisz.

O nim.

Bezustannie.

Cały czas.


I to Cię kurwa kiedyś wykończy.

Masz tego świadomość?

Mnie chyba kurwa już wykończyło.




czwartek, 4 lipca 2013

34.

Nie lubię. Nie lubię jak ktoś kłamie, jak nie dotrzymuje słowa, jak zawodzi. Nie lubię jak się zaczynam pozytywnie nastawiać po to, by za chwilę stwierdzić, że każda historia kończy się tak samo.

niedziela, 30 czerwca 2013

33.

Zakochana jestem bez pamięci.
Bez pamięci zakochana jestem.
Jestem zakochana bez pamięci.

Jestem nieszczęśliwie zakochana.
Nieszczęśliwie zakochana jestem.
Zakochana jestem nieszczęśliwie.

Cierpię z nieszczęśliwej miłości.
Z nieszczęśliwej miłości cierpię.
Z miłości nieszczęśliwej cierpię.

Z nieodwzajemnionej miłości płaczę.
Płaczę z nieodwzajemnionej miłości.
Z miłości nieodwzajemnionej płaczę.

piątek, 28 czerwca 2013

32.

Jesteśmy tak mocno spragnieni uczuć, że dajemy się równie mocno ranić, naiwnie oczekując zmian, które nigdy nie nastąpią. Ludzie nie powrócą. Uczucia się nie umocnią. Znajomości nie odbudują. Po co żyć...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

31.

- Chcę umrzeć. - Szepnęła wpatrzona tępo w ścianę. Łzy już nawet nie potrafiły się zebrać by wypłynąć z jej oczu.
- Skąd wiesz, że po drugiej stronie nie jest jeszcze gorzej.
- Jeśli będę tu tkwić, nie przekonam się.
- A co jeśli pożałujesz?
- Nie ryzykujesz, nie żyjesz.
- Przeczysz sama sobie. - Przytuliła dziewczynę, która zaczęła drżeć.
- Chce umrzeć. Śmierć może być dobra.
- Śmierć jest zła.
- Ale może być dobra...

piątek, 21 czerwca 2013

30.

   Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości. Jest mi tak cholernie smutno teraz... Chcę, a może i muszę o tym komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy. Który mnie nie zna. Ktoś kto mnie nie oceni. Nie zaszufladkuje. Nie skrzywdzi. Nie wyśmieje.  
   Nareszcie przyda się na coś ten cały internet. Trafiło na Ciebie mój drogi czytelniku...

sobota, 15 czerwca 2013

29.

Właśnie dochodzi do mnie fakt jak bardzo byłam kiedyś szczęśliwa i jak bardzo mi tego teraz brakuje. Ludzie tak po prostu pojawiają się w naszym życiu i znikają, niby to normalnie, ale dla mnie to nie pojęte, kiedyś bliska Ci osoba staje się całkiem obca. Może to właśnie tak ma być. Z każdym nowym wyzwaniem czuję jak bardzo jestem słaba, słaba wewnątrz, czuje jak uchodzą ze mnie wszelkie chęci do brnięcia w to bagno dalej.

wtorek, 11 czerwca 2013

28.

Czasem nie potrafię opisać tego zjawiska, ale za wszelką cenę, potrzebuje poczucia, że na świecie jest dla mnie miejsce. Często trwam w toksycznych kontaktach, byle nie popaść w autodestrukcje. Czuć się potrzebna komukolwiek. Wybaczam każdą, nawet najboleśniejszą zadrę. Jedni nazwą to naiwniactwem, ja mam na to wiele innych określeń. Zwykle tak bywa, że poczucie własnego sensu stawiam nade wszystko inne. Niby brak potrzeby istnienia jest powodem do autodestrukcji. Jednak czy brnięcie w coś, co na starcie nas niszczy, nie jest jej przejawem? I tak większość ludzi powie, że to zwykła naiwność. Chęć dowartościowania się. Podniesienia samooceny.
Chore objawy, psychicznych zaburzeń. To brzmi zdecydowanie lepiej. Nawet w niezły sposób potrafi to opisać. Nienawiść do samej siebie jest na pewno w wielkim stopniu spowodowana zachowaniami autodestrukcyjnymi. Wiele osób mnie nie zrozumie. Najlepsze jest to, że ja sama siebie nie rozumiem.
Wszyscy ludzie są tak głupio skonstruowani, można ich w kilka chwil rozszyfrować. Zadać parę pytań, odpowiednio sformułowanych. Wyszukać drugiego dna w odpowiedzi i już jesteś mój.
Moje słowa są tak niespójne, wyrwane z kontekstu. Jedynie ja potrafię to ogarnąć.
Ten natłok myślowy. Wylew wszystkiego co we mnie siedzi w jednym miejscu.
Ale to dobrze. Zawsze podziwiam osoby, których nie da się wyczytać. Mnie nikt nie wyczyta.
Nikt mnie nie zna.
Nie wie jakie we mnie destrukcyjne siły drzemią. Autodestrukcja - destrukcja - agresja.
Jesteśmy tylko nędznym podgatunkiem, którego można w łatwy sposób zaprogramować wedle własnych upodobań.
Nie pomyliłeś się. Jestem psychicznie chora. Urodzona by zabijać. Tępić to co wokół mnie. Otwierać oczy na to co nas otacza. To całe gówno. Ci ludzie, fałszywe twarze. Kłamstwa. Szyderstwo.
Kiedy nawet najbliższa Ci osoba wbija nóż prosto w serce. Zapomina o Tobie. Zamienia na lepszy model. Okłamuje w żywe oczy. O ile dostrzegł je chociaż raz. Bywa tak, że nawet ich nigdy nie ujrzał.
Ludzie są tak durnie przekonani, że mogą być dla siebie zawsze.
Szkoda tylko, że każdy z nas udaje kogoś innego. Nigdy nie ukazuje prawdziwego siebie w obawie odrzucenia. Jaki sens jest naszego istnienia, kiedy boimy się być sobą?
Gdyby każdy tak jak ja, miał rozum, sprawnie funkcjonujący i potrafił go użyć... Czyżby wtedy nasz sens istnienia nie był chociażby w kilku procentach sensownym?



poniedziałek, 10 czerwca 2013

27.

-Co się dzieje z człowiekiem gdy pęka mu serce?
-Nic. Zupełnie nic. Przecież piję, czytam książki, czasem nawet się uśmiecham… z tym, że każda z tych czynności nie ma najmniejszego sensu. Moje istnienie jest bezsensowne. Świat nie ma żadnych barw, wszystko jest szare, bez wyrazu. Już nawet nic nie czuje. Rozumiesz?
-Tak…
- A jedyne o czym myślę to śmierć.

niedziela, 9 czerwca 2013

26.

Nam, zdesperowanym ludziom, tak niewiele do szczęścia potrzeba.
Ja zadowoliłabym się zwykłą, dobrze naostrzoną żyletką. Byłabym szczęśliwa dostając gruby sznur, to tak niewiele.
W porównaniu z tym, co życzą sobie zwyczajni ludzie. Ferrari, dom na plaży, wielka willa z basenem. Kupa kasy na koncie w banku. Milionowy spadek po dziadku, lub ojcu.
A mnie uszczęśliwiłby zwyczajny sznur, rozumiesz? Albo ze dwa pudełeczka leków nasennych, oczywiście na poprawę snu, bo jakby inaczej. Żyletka. Przecież to tak niewiele.
My - ludzie zdesperowani... Spełni ktoś nasze życzenie?

czwartek, 6 czerwca 2013

25.

- Wiesz? Ja.. Ja czasem czuję takie coś. Taką nieodpartą ochotę do zadawania bólu. Ale nie, to nie chodzi o moje cierpienie, a o innych.. Innych ludzi. Nadążasz? - Spojrzała na niego spode łba. Mlaskając. - Czasem nachodzi mnie nieodparta ochota, żeby ich skrzywdzić, zadać im taki straszny ból. Zabijać, rozumiesz mnie? Chciałabym wszystkich, których darzę tym uczuciem, złapać i... I wyładować się na nich, wyżyć. - Zamilkła na dłuższą chwilę. - Nie wiem jak nazwać to uczucie. To chyba nienawiść, nienawiść do całego ludzkiego społeczeństwa. Brzydzę się, że należę do tego pod gatunku, wiesz? Chciałabym zabijać. Ale nie szybko i bezboleśnie. Chciałabym pastwić się nad nimi, rozumiesz? Zabijać z zimną krwią i bez zająknięcia, bez zawahania. Chciałabym być automatem do zabijania. - Na jej twarz wypłyną cudowny, słodki uśmiech. Wyglądała jak anioł, mówiąc tak okropne rzeczy. - Ile ja bym dała, aby złapać kogoś, zamknąć w ciemnej piwnicy i pastwić się nad nim tygodniami. - Uśmiech poszerzał się z każdą chwilą. - Nie wiem czy w zasadzie to jest nienawiść. Wydaje mi się, że... Hmm, to jest coś ponad to, nie wiem czy coś takiego istnieje, ale... Ja wiem, ja czuje coś ponad to! - Znów przyjęła skupiony wyraz twarzy. Jak kobieta o anielskich rysach, mogła mówić tak odrażające rzeczy, a zapowiadało się jedynie gorzej. - Słuchaj.. Chciałabym tak... Wbijać im nóż, ale nie! Nie w serce.. W udo. Raz w jedno, raz w drugie! Jednak nie pozwalałabym się im wykrwawiać, to zbyt proste... Hmmm... Wyjmowałabym nóż, by wbić go dwa razy mocniej i głębiej w ramie, albo brzuch. Bez znieczulenia. Tak jak oni krzywdzą mnie, od zawsze, od zewnątrz rozrywając bólem serca... Nie wiem, nie zrozumiesz... Jestem sadystą. Ale posłuchaj, w naszym świecie, nie da się być kimś innym. Trzeba walczyć o swoje. Musisz przetrwać, a przetrwają jedynie najsilniejsi. Trzeba eliminować swoich wrogów. Wykopywać ich spod ziemi. Rozumiesz mnie? Trzeba takich niszczyć! Zabijać. - W przerażający sposób zaczęła się śmiać, jak psychopata.. Coś z niego miała. - Rozumiesz mnie.. Ja wiem, że nie.. Trudne do zrozumienia to wszystko jest. Ale spróbuj. Tej nieodpartej ochoty na zabijanie nie da się odeprzeć. Ona jest i tkwić będzie w nas już zawsze, o ile jej nie zaspokoimy. Jak głód. Ja mam głód zabijania. Widoku krwi. Bólu, odgłosu jęków i błagań o życie. - Odwróciła wzrok. - Tak... To na pewno coś ponad nienawiść...

środa, 5 czerwca 2013

24.

Chcesz żebym poczuła się szczęśliwa...

Nie.

To sprawia, że płaczę.
Lub może płaczę z innego powodu.
Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

23.

Wiesz jak to jest gdy sięgasz dna i wydaje Ci się, że już zwyczajnie głębiej się nie da? Ryjesz o gruz, spadasz w czeluść ciemności. Ale wciąż można głębiej.
Nie, nie spodziewasz się tego.
Ja też się nie spodziewałam.
Teraz już wiesz co to znaczy wszystko przegrać.
Przegrać życie, przegrać zdrowie, przegrać... coś czego się nawet nigdy nie miało, rozumiesz?
Piszę Ci tutaj o tym, a tak naprawdę sama nie rozumiem siebie.
Nie potrafię żyć w sobie.
To dlaczego oczekuje, że ktoś będzie potrafił żyć ze mną?
Paranoja, nie?

niedziela, 2 czerwca 2013

22.

- Co tam, mała, jak się trzymasz? Żyjesz jakoś? - Spytał miły głos w słuchawce, wyczuwalne było, że jest szczęśliwy i żywy.
- Tak, wszystko dobrze.
- Nie zdaje mi się. Ponuro brzmisz, co się dzieje? Mogę Ci jakoś po...
- Wszystko dobrze... - Kobiecy, wyraźnie posępny i załamany głos przerwał mu w połowie zdania.
- Nie... Nie wydaje mi się.
- Wiesz? Wiesz jak to bywa? - Zaczęła ledwo powstrzymując łzy. - Człowiekowi jest źle. Jest mu chujowo. Hipotetycznie... Mnie jest źle.
- Czyli jednak coś jest nie tak?!
Dziewczęcy głos w słuchawce zakwilił, złamała się.
- Powiedziałam hi-hipotety-tycznie, tak?
- Tak... Kontynuuj.
- Hipo-hipotetycznie... Osobie jest źle, jest jej strasznie źle. Nie daje sobie rady, prawda? - Pociągnęła nosem.
- Tak, słucham Cię.
- Ii... I ona nie umie sobie poradzić z tym co czuje. Zwyczajnie sobie ze sobą nie radzi. Próbuje każdego poranka wstać i przeżyć ten dzień, nie zmarnować go. Jakoś inaczej niż zwykle, rozumiesz?
- Ty się tak czujesz, tak? Słuchaj...
- Ciii! - Uciszyła Go, wyraźnie dało się usłyszeć, szlochanie. - Mówiłam hipo-te-tycznie!
- Rozumiem, mów dalej, dobrze?
- Próbuje przeżyć każdy dzień, stawić czoła temu co ją czeka. Życiu, musi potrafić żyć, rozumiesz? Czasem sobie nie umie poradzić, stara się jak może, ale to nic nie daje. Zawsze coś się jebie. Coś... Coś kurwa, rozumiesz mnie? - Zamilkła, westchnęła i kontynuowała o wiele spokojniej. - Ktoś się pojawia, a później znika, tak nagle rozumiesz? Tak nagle i nieprzewidzianie znika, jak się pojawił. I cierpi, ta osoba cierpi...
- Do czego zmierzasz?
- Czasem trzeba ciągnąć za język, dociekać. Bo... bo taka osoba może czuć się nikim, rozumiesz, tak? Czuć się nikim, czuć się niechciana. Osamotniona, rozumiesz czy nie? Ii... I wciąż trzeba jej przypominać ile znaczy dla każdego, że jej sens istnienia..
- Jesteś bardzo ważna!
- Ale ja mówię...
- Tak hipotetycznie. - Głęboko westchnął, głośno wypuszczając powietrze z płuc. - Kontynuuj w takim razie, słucham.
- I taka osoba może.. Czasem sobie chcieć coś.. Coś zrobić rozumiesz? I trzeba do niej docierać, badać ją, pilnować... Cały czas rozumiesz? Pokazywać jej, że jest ważna, że jej istnienie ma sens. Kurwa, powtarzam się.. Rozumiesz mnie?
- Rozumiem, ale...
- Właśnie kurwa nie ma żadnych ale... - Znów głos jej się załamał. - Taką osobę trzeba pilnować, dowartościowywać za wszelką cenę... Bo ona nie wie.. Boże ona nie wie, że jest kimś, ona myśli, że...
- Jest nikim. - Oznajmił bardziej niż zapytał.
- Tak. Ale...
- Podobno nie ma żadnych ale... - Poraz kolejny stwierdził.
- Taka osoba może się zabić, rozumiesz? Ale ja to mówię tylko hipotetycznie...
Połączenie zakończono.

sobota, 1 czerwca 2013

21.


Bycie niczyją ni​e motywuje do co​dziennego wstawa​nia z łóżka. Jed​yne do czego mot​ywuje, to samobó​jstwo.


czwartek, 30 maja 2013

20.

Co, kiedy na pozór uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do życia dziewczyna, ukrywa sekret przed całym światem? Opuszczając swój bezpieczny azyl nakłada na twarz maskę, wyrażającą zachwyt, dla wszystkiego co ją otacza. Promienieje. Żartuje. Pomaga. Wspiera. Pociesza. Zaraża swoją pozytywną energią. Jednak czy ktokolwiek wie, że owa dziewczyna, żyje we własnym, całkowicie odmiennym świecie? W którym nic nie jest przepełnione radością i szczęściem. Wszystkie smutki dnia codziennego ukrywa pod maską. Co wieczór, chwyta w palce swoją najlepszą, starą, niezawodną przyjaciółkę - żyletkę. Zgrabnymi ruchami wycina w skórze niezbyt głębokie kreski. Odkłada ją, w bezpieczne miejsce, obserwując jak ciemna krew wypływa spod skóry. Ten rytuał jest powtarzany w jej pokoju, co dzień, o tej samej porze. Ale... Czy ktokolwiek, kiedykolwiek pomyślałby, że ta wesoła, pogodna i zawsze pozytywnie nastawiona dziewczyna, może robić takie rzeczy? Nie... Dlatego każdy był tak okropnie wstrząśnięty, kiedy okazało się, że ich ukochana, cudowna, pogodna koleżanka... Się powiesiła. Ale jak to?! Ona nigdy nie była smutna, nigdy się nie skarżyła... Czy to w ogóle możliwe..? Gdzie byli rodzice, gdzie najbliżsi? Czemu nikt się tym nie przejął...? Dlaczego nikt nie zareagował..?

Jej ciało zdobiły szramy, świeże, ale i blizny z bardzo dawna. Dopiero po jej śmierci, każdy zrozumiał, że uśmiechnięty, nie zawsze znaczy szczęśliwy.

sobota, 25 maja 2013

19.

Czasem jedna osoba może zniszczyć wszystko.
Czasem jedna rozmowa może wszystko zniszczyć.
Jeden czyn, jeden gest, jeden dzień, jedna noc...

To wszystko jest takie kruche.
Tak łatwo można wszystko obrócić w proch.
Najgorsze jest to, że to osoby, którym ufasz wszystko pieprzą.
Pozwalasz im do siebie zbliżyć.
Oni to wykorzystują, nie rozumiejąc jaką dostali szansę.
Nikt nie docenia, że osoba oddaje im całą siebie.
Nie potrafią docenić, że się otworzyła.


Nikt nigdy nie rozumie.
Może to i dobrze.

Nauczyłam się.
Nigdy nie pozwalaj się komukolwiek zbliżyć.
Samotność nie jest taka zła.

piątek, 24 maja 2013

18.

Klepanie pacierza z pamięci co wieczór, nie jest wiarą w Boga.
Chodzenie do kościoła co niedziele 'bo tak wypada' to nie jest wiara.

Życie tylko po to, aby żyć - nie jest życiem.
Egzystencją.
Po co mam egzystować?
Mam wstawać rano, po to aby spędzić paskudny dzień w szkolnych murach?
A może po to, aby dać się poniżyć?

Podobno czeka nas zbawienie i życie wieczne.

podobno... ciekawe.

poniedziałek, 20 maja 2013

17.

Wiesz.. kiedyś wydawało mi się, że żyje. Nieważne w jakim świecie. Żyje. Wykonuję życiowe czynności. Oddycham.
Grr.. wdech - wydech.
Bezwarunkowo.
Nie zastanawiałam się nigdy jakby to było przestać oddychać. Jakby to było gdybym nagle znalazła się głęboko pod wodą, tracąc resztki tlenu w płucach.
Nigdy nie ciekawiło mnie jak to jest kiedy w moich płucach gromadzi się woda, a ja bezwładnie upadam w czeluść ciemności.
Ale nie koniecznie w taki sposób mogłabym zakończyć swój ziemski żywot.
Zawsze chcę, zawsze nie chcę.
Ironią jest, że nikt nigdy nie pojmie mojego sposobu na życie.
Bo potrzeba światła, by docenić mrok.
Jak to jest bezwładnie wisieć na grubym, ciężkim sznurze? Przed zeskoczeniem i zaciśnięciem się liny cierpisz? Jest to szybka śmierć?
Wiele pytań, wiele odpowiedzi, wiele teorii, wiele niedomówień. Wiele. Tak wiele, jak i wiele jest form odebrania sobie życia.
Nigdy nie zastanawiałam się jak umrzeć, ale zginąć za kogoś.. to by była na pewno dobra śmierć.
Bo trzeba światła by docenić mrok....



piątek, 17 maja 2013

16.

Gdy Cię nie ma...
Każdy kawałek mojego serca za Tobą tęskni 
Tęsknię za Twoją twarzą, którą znam
Słowa, które potrzebuję usłyszeć by przebrnąć przez dzień 
I czuć się dobrze 
To: "tęsknię za Tobą"

Nigdy się tak wcześniej nie czułam 
Wszystko, co robię
Przypomina mi o Tobie

Byliśmy dla siebie stworzeni 
Tutaj, na wieki 
Wiem, że byliśmy

I wszystko, co chciałam, żebyś wiedział
To to, że we wszystko wkładam swoje serce i duszę 
Ledwo oddycham, 
muszę poczuć, że jesteś tu ze mną...

piątek, 10 maja 2013

14.

Puste obietnice.
Przesiąknięte manipulacją.
Sprawiają, że nawet ból, potrafimy zadawać z gracją.

wtorek, 7 maja 2013

13.



Wiesz co jest najgorsze? To, że siedzę o godzinie 2 w nocy, patrząc się w ciemność. Powtarzam wciąż "nie. to nie tak miało być. to nie tak miało się skończyć". Kręcę mimowolnie głową. Z szeroko otwartymi oczami. Wpatrując się w jeden, martwy punkt.
Ciemność.
Mrok.
Pomruk.
Szelest.
Ciemność.
Z oczu płynące jak rzeka łzy. Mimowolnie. Bez mrugnięcia. Wpatrując się w ciemność.
Nie ma już nic. To wszystko jest tak niespójne.
Pogmatwane.
Jakby wyrwane ze środka zdania.
Z kontekstu.
Ciemność.
Tak jak ja w środku.
Porozrzucana.
Niespójna.
Rozbita.
Porozrywana.
W strzępkach.
Zapłakana.
Drżąca.
Zraniona.
I ciemność.
Przecież to nie tak miało się skończyć. To miało trwać. Mieć sens. Wiecznie. Bez przerwy.
Jedynie ciemność.
Pustka..
Nicość.
Ciemność.
Śmierć.
Przepaść.
Mrok.
Koniec.
Początek.




Nigdy niezrozumiana...

sobota, 4 maja 2013

11.

Im bardziej czegoś pragniemy, tym bardziej, bez pamięci, zatracamy się w tym. Często jednak, nie wiedząc do końca co będzie, kiedy w końcu dostaniemy to, czego chcemy.
Im dłużej na coś czekamy, tym większa radość czeka nas, gdy w końcu to otrzymamy. Ale zastanówmy się przez chwilę, zatrzymajmy i pozwólmy na chwilę przemyśleń. Czy aby na pewno? Co, kiedy rzeczywiście, po wielkim czasie oczekiwania, dostaniemy to, na co czekaliśmy.
Spójrz na to tak, drogi czytelniku, czy w każdym przypadku radość będzie trwała tak długo, jak oczekiwanie? Co jeśli pragniemy kogoś, tak mocno, że jego obecność w naszych myślach jest codziennością, nie dziwi nas to, ani przez chwilę.
Jednak co kiedy rzeczywiście to otrzymujemy, zdajemy sobie sprawę, że jednak nie jest to radość taka, jakiej byśmy oczekiwali.
Przychodzi, to fakt. Jednak jest chwilowa, odchodzi tak szybko, jak szybko się zjawiła. Zdajemy sobie wtedy sprawę, że to, czego tak bardzo pragnęliśmy, już nie potrafi nas zadowolić. Jest, bo jest, w końcu tego chcieliśmy.
Nie rozumiesz? Jak to możliwe, że to, co nas tak bardzo pociągało, chcieliśmy to mieć, a nagle czujemy, jakby było nam zupełnie zbędne. Coś, lub ktoś. Uwierz, lub nie, ale tak bywa, nawet nie wiesz, bo może sam przeżywasz podobnie. Nigdy nie pragnąłeś kogoś z całych swoich sił? A kiedy w końcu mogłeś być pewien, że zdobyłeś to, rozczarowywało Cię, ponieważ czułeś, że dana osoba jest już wypalona.
To okrutne, prawda..? Życie bywa okrutne. Ludzie bywają okrutni. Zachowania bywają okrutne. Ale czy możesz coś na to zaradzić? Nie... Pozostaje się przyzwyczaić...

niedziela, 28 kwietnia 2013

10

Jestem bólem w czystej, namacalnej postaci. Jak w interaktywnym muzeum możesz dotknąć eksponatu. Dotykałeś kiedyś bólu? Cier­pienie jest na pew­no rodza­jem sen­su. Bez­sens prze­cież nie boli. Bezsens jest obojętnością.



niedziela, 14 kwietnia 2013

9.

Nie… nigdy nie będziemy ta­cy jak przedtem. 
Wszys­tko umarło. 
Wy­daje Ci się że żyjesz… mi też. 
Tak nap­rawdę to zos­tały z nas mar­ne kreatu­ry. 
Jes­teśmy jak ur­ny pog­rze­bane w ziemi, 
a wewnątrz znaj­dują się nasze nig­dy niespełnione marze­nia i pla­ny. 
Jes­teśmy jak plas­ti­kowe wor­ki na zwłoki… 
w których pog­rze­bana zos­tała miłość.

wtorek, 9 kwietnia 2013

8.

Jest pewna osoba. Ma grupkę znajomych i przyjaciół. Jest lubiana, nietrudno jest jej poznać kogoś nowego. Wszyscy przepadają za jej towarzystwem, czy rozmową z nią. Nic im w niej nie wadzi, nie jest skreślana z jakichkolwiek powodów. Jednak coś jest nie w porządku. Wyżej opisywana sytuacja ma swój haczyk. Jak taka osoba, która ma przyjaciół, znajomych, kolegów i koleżanki, może mieć jakiś uszczerbek na reputacji.
Zastanów się. Czy ty, kiedykolwiek spotkałeś dziewczynę, lub chłopaka, który nienawidził samego siebie?! Nie chodzi tutaj o nie podobanie się z wyglądu, złe włosy, złe nogi, gruby brzuch, brzydka twarz... Chodzi tutaj o szczególną nienawiść. Do samej siebie, lub samego siebie. Wstręt do własnego ciała, do swojego spojrzenia, do swoich myśli i toku rozumowania, a nawet głosu. Każde jedno zerknięcie w kierunku lustra, kończące się godzinami siedzenia przed nim, wyklinając własne ciało. Wyszukiwanie każdego niedoskonałego centymetra. Płacz i jeszcze raz płacz, gdy widzi się nago. Każdy jeden komplement przynoszący chwilową radość, po której nadchodziła fala rozpaczy i goryczy, bo nie dało się uwierzyć chociażby w jedno wypowiedziane w jej, lub jego stronę, słowo. Nienawiść sięgająca tak głęboko, jak żyletka, tonąca w cienkiej skórze, po której sunęła, pozostawiając krwawą ścieżkę. Każda taka jedna, była powodowana wstrętem do własnej osoby. Depresja. Chęć skrócenia się o głowę. Podcięcie żył. Bicie się po ciele, by ukarać się w jakikolwiek sposób za to, jak się wygląda. Płacz nocami, kiedy czuło się nikim. Myśli na temat samobójstwa. Coraz częściej pojawiająca się we śnie wizja znienawidzonego ciała, powieszonego na grubym sznurze na strychu u przyjaciółki.
Jak ktoś tak lubiany, komplementowany może nienawidzić samego siebie. Pewnie nikt nigdy nie zrozumiałby jak to możliwe, myślałby, że to nierealne. Z takim ciałem, nie.. To niemożliwe. A jednak.
Nienawidziła się tak bardzo, że raniła swoje ciało, chowała pod ubraniami, płakała w nocy, modląc się o śmierć. Ze swoim największym koszmarem musiała mierzyć się każdego dnia. Wstawać z wizją tego, że znów musi spojrzeć na samą siebie i przeżyć z nią tak długi czas.
Jedyną ucieczką od tego byłaby śmierć, bo z nienawiści do samego siebie nie da się wyleczyć.

niedziela, 7 kwietnia 2013

7.

Czasem chciałabym być inna niż jestem. Chciałabym nie niszczyć wszystkiego, a w szczególności tego, na czym mi zależy. Odnoszę wrażenie, że im bardziej się staram tym gorzej wychodzi. Jestem jak mała, głupia dziewczynka, która nie może powiedzieć tego co naprawdę chce. Kiedy już coś powie, jest gorzej niż przed tym gdy się odezwała. Nad niczym kompletnie nie mogę panować, niczego nie jestem pewna. To uczucie dosłownie nie daje mi żyć.

piątek, 5 kwietnia 2013

6.

Egzystencja...
Ja tak dłużej nie chcę.
Wolę żyć w świecie z bańki mydlanej.
W którym wszystko będzie kłamstwem.
Będzie kłamstwem.
Lepiej nie...
Nazwę to "bajką".
Wszystko będzie tak jak chcę.

środa, 3 kwietnia 2013

5.

Doskonale znam ból kiedy traci się oddech, gdy każde zamknięcie powiek jest gorsze od śmierci, strach przed przypadkowym pojawieniem się go w śnie, kolejna bezsenna noc pełna obaw i lęku. Pytasz mnie czy reaguję na jego imię, a ja mówię, że umieram, słysząc za plecami dźwięk pierwszych liter ubóstwianego przez każdy wewnętrzny narząd imienia. Zapominam jak się oddycha, zanikają funkcje życiowe i gubię się w tłumie szukając go, po czym z rezygnacją stwierdzam, że jego obecność tuż obok jest niemożliwa. A noce? Każda wygląda podobnie, otulona ciszą przy wskazówkach wybijających czwartą rano uświadamiam sobie, że znów nie przespałam choćby minuty myśląc o nim. Możesz kłamać, że nie tęsknisz, a i tak będziesz w nim uwięziona, bo kochasz, a tego się nie wyprzesz.

wtorek, 2 kwietnia 2013

4.

Zdajesz sobie czasem sprawę, że to, co kochasz Cię zabija? Każdego dnia jest Cię mniej. Odbiera Ci duszę, nawet nie gardzi ciałem. Miłość jest piękna, ale i również destrukcyjna. Ledwo się obejrzysz, a jesteś w jej sidłach, które z każdym Twoim szamoczącym się ruchem, zaciskają się coraz mocniej. Co robić, co robić? Problem w tym, że jest za późno. Pytasz więc jak to możliwe, że od pięknego uczucia, przerodziło się to, samoistnie w coś, co pozbawia Cię resztek sił do egzystencji, na tym zajebanym świecie. Ludzie to największe potwory, ich czyny i posunięcia, drogi którymi stąpają, czy te które wybrali, spośród wielu są furtką do krainy zagłady. Szkoda tylko, że zaczynając swoją podróż, nie mogli zajrzeć na ostatnią stronę, by dowiedzieć się jak się skończą ich destrukcyjne wojaże.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

3.

Wiesz ja już nie żyje, 
jest tylko moje ciało,
a w nim pustka, 
może tylko okruszki po sercu, 
tak jak resztki domów po tornadach 
i trochę czarnej krwi po jego ranieniu 
i moim bólu

sobota, 30 marca 2013

2.

Miałeś kiedyś, drogi czytelniku, takie dziwne, lecz dominujące uczucie, ogarniającej pustki? Jak durna, porcelanowa laleczka. Ktoś ją stłukł, licząc na to, że sama się poskłada, a po tym, będzie funkcjonować jak kiedyś, bez zarzutu. Jak gdyby nigdy nic. Sądzi, że zwykłe `przepraszam` działa cuda, leczy choroby, uzdrawia dusze i serca. Tak samo, naiwnie myślał, że `kocham Cię` jest lekiem na całe zło. Ubierasz dobrą minę, do złej gry. Uśmiechasz się, lecz w głębi wiesz, że rozpadasz się coraz bardziej. Już nic, a nic, nie powstrzyma Cię od autodestrukcji. Powoli gubisz się we własnym, do tej pory uporządkowanym świecie. Nic nie dzieje się tak, jak sobie zaplanujesz. Wszystko wymyka Ci się z rąk. Wpadasz w panikę, czujesz wewnętrzny strach, który coraz częściej nie daje żyć. Niedoskonałość przytłacza, samotność dobija, brak zapanowania nad czymkolwiek wykańcza. Powoli staczasz się w dół, częściej pytasz sam siebie czy warto jest się z tym wszystkim męczyć. Nie lepiej byłoby tak po prostu sprawić, że odejdziesz? Przecież i tak nikt nie zauważy, nie jesteś nikomu potrzebny, czytelniku, jesteś nikim. Jednym, nic nie znaczącym człowiekiem, pośród 7 miliardów, przecież nikt nie zwróci na to uwagi...

czwartek, 28 marca 2013

1.

Stoję na środku areny, nie wiem skąd się tu wzięłam, po co i dlaczego, wiem jedno, nic nie widzę. Ciemność ustępuje miejsca jasności, ktoś zapala po kolei światła, słychać charakterystyczny dźwięk włączających się świateł. Oglądam wszystko wokół, pusto, ani żywej duszy, okręcam się wokół własnej osi, co jest kurwa?! Przed chwilą nie było tutaj nikogo, teraz, otaczają mnie z każdej strony wielkie postacie, albo to ja jestem tak mała. Jest cicho, jednak wszystko zmienia się diametralnie w kilka sekund, czuję, że głowa zaraz mi eksploduje, słyszę głośne śmiechy, otwieram oczy, które zamknęłam odruchowo, czując niesamowity ból skroni. Wytykają mnie palcami, śmieją się, jakbym była jakimś niezłym pośmiewiskiem nie rozumiem o co chodzi, na szczęście Ci ludzie, siedzą na widowni, jednak nie, nie potrzebnie to powiedziałam, jakby na moje życzenie, pojawiają się na arenie razem ze mną, otaczając mnie jeszcze bardziej, z każdej strony, mimo, że jeszcze chwilę temu czułam się jak w klatce. Ból się nasila, ląduję na piachu, po tym mogę poznać, że to pewnie cyrk, a na arenie, jestem zwierzęciem, tak kojarzę, tyle pamiętam z dzieciństwa, wczesnego, gdy chodziłam z mamą do cyrku. Jednak jedno jest dla mnie niezrozumiałe, co ja tutaj robię?! Dopiero teraz zauważam, że to nie oni są tak wielcy, ale to ja jestem mała, jestem karłem, sama nie wiem dlaczego. Ból skroni nasila się, zwijam się na piachu, na którym niedawno wylądowałam, zatykam uszy, mimo tego śmiechy nasilają się... Nie wiem co robić, ale co to... Wszystko znika, po kolei, najpierw ból, później śmiech, otwieram oczy, ludzie znikają, ja stoję, a przed chwilą jeszcze zwijałam się na ziemi...