niedziela, 17 maja 2015

Roczarowanie

Jest raczej (nie) w porządku,
czasem łapię się na tym,
że moje oczy stają się mokre.
Tak znienacka, niezapowiedzianie.
Dociera do mnie, że to Ty,
bo to Ty jesteś rozczarowaniem, a ono...
Doprowadza mnie do łez, a ono...

Rozczarowanie ma Twoje imię.
Jest tak żałośnie, 
że wydaje się jakby wszystko było już przesądzone,
moje oczy widziały już wystarczająco,
uszy usłyszały większość z możliwych, 
na tym brudnym świecie, obelg.
Chleje na umór, rano rzygam, 
poprzedniego dnia oprocentowanym napojem.
Chodzę wkurwiona na świat, przez Ciebie

Po co, robisz nadzieje?
Po co, zachowujesz się w taki sposób?
Wszystko Ci wolno, w końcu...

Jesteś panem śmierci, panem życia, panem sytuacji
i jak lalkarz możesz sterować moimi ruchami, 
idź w prawo, płacz w tej chwili, śmiej się potem, 
zakochaj, uwierz... będzie fajnie.
Umrzyj, przecież przedstawienie kiedyś się skończy

środa, 18 marca 2015

Powiedzmy, że...

Jesteś pełen sprzeczności STOP
nie umiem przestać o Tobie myśleć STOP
mącisz mi w głowie STOP 


Nie umiem pojąć tego co się dzieje. Niby jest tak oczywiście podane mi na złotej tacy pod nos. Dlaczego więc wszystkie moje zmysły próbują mi zakomunikować, że to żart. Żart, czy kłamstwo. W każdym razie, na pewno nie rzeczywistość, nie jawa, tylko sen. Nieprzyjemny sen, raczej koszmar. Unoszę się ponad ziemię, później ponad linię chmur, by w końcu zaliczyć bolesny upadek na dupę.
Bardzo chętnie wywaliłabym Cię z myśli na więcej niż minutę. Ostatnio jednak idzie mi z tym ciężko. Jakby tak wszystko dało się załatwić zwykłym "chce", to życie nie byłoby takim jakie wszyscy je opisują. Nie byłoby niespełnionych miłości, złamanych serc, połamanych kręgosłupów moralnych i kości palców od uderzeń w ściany ze złości. Nie byłoby głodu i wojen. Nie, wtedy wszystko byłoby takie, jakie "chcę", ale jak wiadomo, jak wyżej, nic nie działa na to głupie "chce". Bo chcę i pragnę, błagam i proszę, to jak widać zbyt mało. Chciałabym z jednej strony Cię mieć, a z drugiej pozbyć się Ciebie z pamięci. Jakaś amnezja na "już"? Taka nieuleczalna, od listopada. Gorzej gdy jesteśmy sobie pisani. I nieważne by było czy poznalibyśmy się tamtego okropnego dnia, czy każdego innego, w inny miesiąc, inny dzień tygodnia, a może nawet w inny rok. To prawdopodobne. Bo gdybyś nie był mi pisany, życie nie napatoczyłoby nas na siebie. Bóg nie zsyłałby mi tego podłego zakochania, gdybyś nie był dla mnie. Możesz być moim kolegą, od piwa i zielonych listków. Od podnoszenia mnie na duchu i powtarzaniu, że mam przestać mówić o śmierci. Mojej przedwczesnej, wyczekiwanej śmierci. Albo od tego, żeby mi mówić, że we mnie wierzysz i powtarzania mi, że dam sobie radę ze wszystkim, bo jestem dzielna. 
Robisz mi taki mętlik w głowie, że czasem zapominam jak się nazywam. Przyszpilasz mnie spojrzeniem, że czuje się mała jak palec. Zatracam się w Tobie całkowicie. A co złe nie umiem się z tego uwolnić. Z sideł Twoich słów. A co jest w tym wszystkim jeszcze gorsze... wcale nie chce. 
Nie chcemy tęsknić. Jesteśmy słabi. Słabi jak pierwsze, oznajmiające wiosnę kwiaty. Z cienkimi płatkami i łamliwymi łodygami. 
Nienawidzę być słaba, nie chcę być słaba. Chcę być jak hossa, jak byk. Silny, niezwyciężony, niezależny. Nie jak bessa. Słaba, ciapowata, jak ten niezdarny niedźwiedź. 
Nie chcę więcej tęsknić i myśleć o Tobie w każdej sekundzie każdego dnia. 
Nie chcę o Tobie śnić i widzieć Cię wszędzie.
Chcę widzieć Cię naprawdę. A nie na niby.
Ty przecież też tego chcesz. Nie dawaj nam tyle na siebie czekać. Ponoć karma zawsze wraca... Niech więc wraca prędzej.

poniedziałek, 2 marca 2015

Prayer.

Boże, wciąż szukam Jego twarzy pośród ludzi.
Niespokojnie odwracam się zawsze, gdy idę ulicą.
Zasypiam i budzę się z Nim, w moich myślach.
Nie schodzi mi z oczu mimo, że go nie widzę.
A gdy w końcu go widzę, moje serce zwalnia i podchodzi do gardła.
Czas na chwilę się zatrzymuje.
Sekunda wydłuża się do granic możliwości.
A gdy nasze spojrzenia się spotykają, kołuje się w mojej głowie.
Jest jak na karuzeli, z której nie chcę zsiąść.
Apetyt mi nie dopisuje.
Najadam się marzeniami i wspomnieniami.
Wspomnieniami Jego twarzy.
Pięknym wspomnieniem, powalającym uśmiechem.
Kłamałabym mówiąc, że się z Niego wyleczę.
Daj Boże mi siłę.
W przychodni nie dostanę tabletek na niemiłość.
Ani zakochanie.
Ani Jego przenikliwe spojrzenie.
Jego poczucie humoru.
Trudno jest pogodzić się z Jego wieczną nieobecnością.
Jest nieodgadniony jak trójkąt Bermudzki.
Mimo, że czuje jakbym znała go jak własną kieszeń.
Nie wiem na którym boku zasypia, a na którym się budzi.
Nie wiem co jada, a czego nigdy nie tknie.
Nie znam Jego zapachu, kiedy On polubił mój.
Musi być tak samo idealny, jak idealny jest... On.
Chcę, by był lekiem na moje niespokojne noce.
Cisza.
Tylko On.
Jestem zepsuta.
Pozwól mnie naprawić.
Odkupić od win.
Boże pomóż mi.
Nie jestem martwa, ale gnije od środka.
Zepsuta.
Jest dla mnie jak anioł.
Ogrzewa moje zepsute serce.
Rozświetla otaczającą mnie ciemność.
Pochłaniający mnie mrok.
Przestaw mnie ze snu na jawę. Spełnił moje skryte pragnienia.
Co dzień słyszysz moje prośby, zlituj się nad mą duszą.
Nie znam innego leku na niemiłość.
On, on, on. Jego imię tak pięknie brzmi w mojej głowie.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Old.

Osiemnastoletnia niedoszła samobójczyni,
Nie widząc sensu istnienia,
Co dzień dorabia planów,
Do zrealizowania.
Jeżeli marzy, to tak dosadnie,
Że w nocy budzi się z krzykiem.
Ale jest sama.
Co dzień obmyśla jak skrócić się o głowę.
Pozostaję w sferze marzeń.
Pisuje nigdy niedostarczone
Listy bez adresata.
Liczy dni bez słowa,
Osiemnastoletnia królowa,
Zamknięta w zamku bez wejścia.
Snuje swe plany bez księcia,
wierzy w szczęśliwe zakończenia,
Ale nie jest z bajki.
Rzuca się z okna pod ziemię.
Targa na życie z rozkoszą.
Pragnie i czuje wszystko bardziej.
Gnijąc od środka,
Uśmiecha sie gorzko:
Zabija mnie moje powietrze.

czwartek, 22 stycznia 2015

Kłamię

Skłamałabym twierdząc, że o Tobie nie myślę. Myślę. Czasami są takie dni, gdy jesteś w każdej godzinie, i takie godziny, gdy jesteś w każdej minucie. Wciąż jeszcze zdarza mi się zasypiać i budzić się z Twoim imieniem na ustach. I mimo tego, że jestem świadoma Twojej nieobecności, i tego, że nie pojawisz się nagle tuż przed moimi oczami, to często łapię się na tym, że wypatruję Twojej twarzy w ulicznym tłumie.

sobota, 10 stycznia 2015

70.

Nie mów do mnie. Nie tym razem. Nie dzisiejszego wieczora.
On jest tylko dla mnie. On powinien być obok mnie.
Nie jesteś tym przez którego tracę oddech. Nie tym razem.
Czerwone ścieżki, nie tworzą się pod twoim wpływem.
Nieśmiertelny.
Powinieneś być, a nie bywać. Powinieneś.
Nie znikać. Nie uciekać. Nie mamić słowami.
Samotnie urządzam. Samotne, narkotykowe wojaże.
Utonę w twoim uśmiechu. Utonę w twojej osobowości.
Nieopisane.
Uczucie nieuwzględnione. Uczucie niespełnienia.
Niedomówienia.
Niemalże. Niemalże czuję ciepło tamtych słów Niemalże cię czuje.
Zmieniłeś całe moje życie.
Pojawiam się tak przelotnie. Pojawiam się na ułamek sekundy.
Wytęż wzrok. Wytęż wzrok bo zniknę niezapowiedzianie.
Nie znajdziesz mnie. Nie znajdziesz mnie wśród żywych.
Umarli głosu nie mają.
Nie mają uśmiechu. Nie mają zapachu.
Nie poczujesz mnie znowu.
Pozwolę zabijać w sobie resztki nadziei. Pozwolę.
Zezwolę.
Po cichutku zniknę za drzwiami.
Nie zobaczysz mnie już więcej. Nie zobaczysz mojego uśmiechu.
Zapach wspomnień uderza mnie jak piorun.
Moje marzenie wiecznie niespełnione. Moje marzenia wciąż ciepłe.
Bez ciebie. Beze mnie. Samotnie.
Niespełnienie.