sobota, 30 marca 2013

2.

Miałeś kiedyś, drogi czytelniku, takie dziwne, lecz dominujące uczucie, ogarniającej pustki? Jak durna, porcelanowa laleczka. Ktoś ją stłukł, licząc na to, że sama się poskłada, a po tym, będzie funkcjonować jak kiedyś, bez zarzutu. Jak gdyby nigdy nic. Sądzi, że zwykłe `przepraszam` działa cuda, leczy choroby, uzdrawia dusze i serca. Tak samo, naiwnie myślał, że `kocham Cię` jest lekiem na całe zło. Ubierasz dobrą minę, do złej gry. Uśmiechasz się, lecz w głębi wiesz, że rozpadasz się coraz bardziej. Już nic, a nic, nie powstrzyma Cię od autodestrukcji. Powoli gubisz się we własnym, do tej pory uporządkowanym świecie. Nic nie dzieje się tak, jak sobie zaplanujesz. Wszystko wymyka Ci się z rąk. Wpadasz w panikę, czujesz wewnętrzny strach, który coraz częściej nie daje żyć. Niedoskonałość przytłacza, samotność dobija, brak zapanowania nad czymkolwiek wykańcza. Powoli staczasz się w dół, częściej pytasz sam siebie czy warto jest się z tym wszystkim męczyć. Nie lepiej byłoby tak po prostu sprawić, że odejdziesz? Przecież i tak nikt nie zauważy, nie jesteś nikomu potrzebny, czytelniku, jesteś nikim. Jednym, nic nie znaczącym człowiekiem, pośród 7 miliardów, przecież nikt nie zwróci na to uwagi...

czwartek, 28 marca 2013

1.

Stoję na środku areny, nie wiem skąd się tu wzięłam, po co i dlaczego, wiem jedno, nic nie widzę. Ciemność ustępuje miejsca jasności, ktoś zapala po kolei światła, słychać charakterystyczny dźwięk włączających się świateł. Oglądam wszystko wokół, pusto, ani żywej duszy, okręcam się wokół własnej osi, co jest kurwa?! Przed chwilą nie było tutaj nikogo, teraz, otaczają mnie z każdej strony wielkie postacie, albo to ja jestem tak mała. Jest cicho, jednak wszystko zmienia się diametralnie w kilka sekund, czuję, że głowa zaraz mi eksploduje, słyszę głośne śmiechy, otwieram oczy, które zamknęłam odruchowo, czując niesamowity ból skroni. Wytykają mnie palcami, śmieją się, jakbym była jakimś niezłym pośmiewiskiem nie rozumiem o co chodzi, na szczęście Ci ludzie, siedzą na widowni, jednak nie, nie potrzebnie to powiedziałam, jakby na moje życzenie, pojawiają się na arenie razem ze mną, otaczając mnie jeszcze bardziej, z każdej strony, mimo, że jeszcze chwilę temu czułam się jak w klatce. Ból się nasila, ląduję na piachu, po tym mogę poznać, że to pewnie cyrk, a na arenie, jestem zwierzęciem, tak kojarzę, tyle pamiętam z dzieciństwa, wczesnego, gdy chodziłam z mamą do cyrku. Jednak jedno jest dla mnie niezrozumiałe, co ja tutaj robię?! Dopiero teraz zauważam, że to nie oni są tak wielcy, ale to ja jestem mała, jestem karłem, sama nie wiem dlaczego. Ból skroni nasila się, zwijam się na piachu, na którym niedawno wylądowałam, zatykam uszy, mimo tego śmiechy nasilają się... Nie wiem co robić, ale co to... Wszystko znika, po kolei, najpierw ból, później śmiech, otwieram oczy, ludzie znikają, ja stoję, a przed chwilą jeszcze zwijałam się na ziemi...