poniedziałek, 3 sierpnia 2026

wymyśliłam go sobie

wymyśliłam cię
włosy koloru węgla, 
nocnego nieba i bezkresnego oceanu,
oczy zaś błyszczące jak obsydiany
na twój widok moja twarz zmienia się
jak pierwsze promienie wschodzącego słońca,
oświetlające jeszcze śpiące miasto
stworzyłam twój obraz, z najdrobniejszymi szczegółami
w moich myślach byłeś niemal namacalny, 
że granica między fikcją, a jawą zaczęła zanikać
i nagle stałeś się tak bardzo prawdziwy, 
moje ciało wygięte jak struna,
jak ta od twojej gitary,
na której grywasz mi wieczorami,
czarując mnie każdym wyuczonym uderzeniem palców