Nie potrafię już pisać,
tak jakby wszystkie słowa
zostały już wypowiedziane
wystarczająco głośno (by usłyszeć)
Gdy słyszę tę 'grę'
w ogóle jej nie rozumiem,
jakby nie mówiła
wystarczająco głośno (by zrozumieć)
Bardzo znajome mi uczucie
przepełnia mnie od środka
bardzo dobrze i brzmi
wystarczająco głośno (by czuć)
Chce utopić swoje smutki,
lub ogłuszyć myśli
na złość wszystko krzyczy
wystarczająco głośno (by wybrzmieć)
Gdy w głowie kłębi się zbyt wiele, biorę notatnik i spisuję wszystko. Z natłoku myśli w poezję.
czwartek, 14 lutego 2019
niedziela, 11 lutego 2018
Bo...
Bo tak bardzo nic się nie zmieniło
a jednak to już nie ten sam świat
żal ogarnia moje ciało, zalewając je zimną cieczą
Bo wszystko wygląda tak samo
ale nic nie jest jak wtedy
gdy szliśmy ręka w rękę, aż po kres
Bo zostawiasz mnie tu, niezmienną,
z tą samą smutną twarzą,
a jednak jestem inna, kto by się spodziewał?
Bo to ciało ma limit cierpienia,
Ile waży smutek? Przytyłam ostatnio...
jak długo jeszcze przyjdzie mi żyć?
Bo odchodząc zabrałeś ostatek...
moich kolorowych myśli, a pozostają jedynie wspomnienia
Twoich ostatnich słów
Bo teraz tak barwne, żywe i wciąż niepojęte...
choć z czasem i te ulecą ze mnie,
gdy świat ubarwi się czerwienią, czernią i poczuciem...
Bo wtedy to moje ostatnie... słowa,
ktoś inny będzie wspominał
żarliwie, tęsknie i w ten niewypowiedziany sposób
Subskrybuj:
Posty (Atom)