Jesteś trucizną, która toczy moje ciało
trucizną, gorzką i gęstą
chcesz bym cierpiała,
jesteś gorsza od śmierci, gdy ta brzmi jak cud
przywołuje mnie coraz głośniej
Gdy wszystko co widzisz powoli zachodzi cień
mrok pochłania, to co kochasz
odbiera Ci sens, jakby nigdy nie miało wyjść słońce
Ponownie
Zabrałaś mi wszystko, każdą najmniejszą rzecz
siedząc w czterech ścianach jedyne co czułam
To ból
Jesteś bezwzględna, odbierzesz mi wszystko
każdą ważną rzecz, nie dajesz mi złapać tchu.
duszę się
Jedyna myśl, która pokrzepiała mnie od tak wielu lat
Ja i most, moje listy pożegnalne, moje ostatnie tchnienie
to wszystko jest jak sen,
jak koszmar z którego nie mogę się obudzić
trawi mnie jak pożar, wyschnięty las
To, co czuje, jest niczym nóż,
który tkwi mi głęboko w brzuchu
odbierając mi resztki sił,
ale wciąż żyję, nie dajesz mi odejść,
bo to oznaczałoby szczęście, a nie o to tutaj chodzi
Zabijasz mnie każdego dnia
wstaję, choć w głowię mam "dlaczego wciąż oddycham?"
patrzę w lustro, widzę nic nieznaczącą dziewczynę
cień kogoś, kim byłam przed laty
namiastkę człowieczeństwa
Dlaczego to robisz?
wciąż tłuczesz mi w głowie te same słowa:
"jesteś nikim, nie skończę z tobą,
choćbyś miała trwać tak sto lat
Wszystko zniszczę, zostaniemy tylko MY,
tylko my dwie, nikt inny Ci nie potrzebny"
Wciąż odrzucam od siebie ludzi,
nie jestem tego świadoma?
to ty, Twój pomnik, powód do dumy,
Powtarzasz:
"to jeszcze nie koniec, pamiętaj, że nic nie znaczysz
nikt Cię nie kocha, jesteś zdana na mnie"
Dałaś sobie odgórne przyzwolenie
na zniszczenie mojego życia
wylałaś mi na głowę morze lęków i strachu
zabrałaś mi sen,
zostawiając niszczące wyrzuty sumienia,
zrujnowałaś mnie
Zrobisz wszystko, bym cierpiała
co dzień modlę się o śmierć,
odebrałaś mi życie, miłość, przyjaciół,
wpoiłaś mi lęk, przed życiem
wmówiłaś, że tylko z Tobą, tylko z Tobą
Lecz,
powoli żegnam Cię, depresjo,
nie jestem na Ciebie zdana
choćbym miała płacić za Twoje błędy złamanym sercem
będę walczyć, a Ty znikniesz, tylko nie płacz.
Gdy w głowie kłębi się zbyt wiele, biorę notatnik i spisuję wszystko. Z natłoku myśli w poezję.
środa, 16 października 2019
sobota, 24 sierpnia 2019
Love's a loaded gun
Hej, hej, piękny kłamca,
tak, tak, piękny kłamca.
Czy ktokolwiek zaufał twoim łzom?
we mnie nie ma sprzymierzeńca,
bo czasami miłość jest jak broń,
broń gotowa do strzału
Bywam zmęczona, ciągłą obietnicą
życie nie powinno tak wyglądać,
będąc
w czyimś życiu, nie wolno zawodzić
wstać i odejść, nie odwracając głowy,
zostawiając go, bez wyraźnego powodu
Kim był? (dla mnie)
Kim byłaś?
Kulą u nogi, morzem spokoju,
nikt się nie dowie, kryjesz to głęboko
tam, skąd sączy się,
źródło mojego cierpienia
Trudno podjąć decyzję,
choć łatwiej niż podjąć się próby i starać,
próbować, i upadać, wstawać niewzruszonym
Być jak lew i walczyć dla miłości!
Trwać, nie odpuszczać,
czym przy tym wszystkim jest odejść?
Gdy wszystkie utwory,
mówią o zranionych przez miłość
Choć ona sama w sobie nikogo nie krzywdzi
jest tylko niemym świadkiem,
bacznie wszystkiemu się przyglądając
Gdy brakuje już łez,
pozostaje bolesna pustka
której nie sposób zapełnić,
żadne litry i kilogramy tego nie zrobią
Pewnie słońce musi wzejść setkę razy,
wszystkie liście spać z drzew,
by móc z dumą rzec:
Wyleczyłam się z niego!
Nie warto więc zabijać klina, klinem
nikt nie chciałby być "Nagrodą pocieszenia"
Bo miłość jest jak naładowana broń
tylko od nas zależy, co się z nią stanie.
Wolałabym nie grać w rosyjską ruletkę,
choć zdaje sobie sprawę,
że będę chodzić z kulą w piersi,
już zawsze
Subskrybuj:
Posty (Atom)