Kiedy stałam na barierce mostu, krzyczałeś jak dziewczynka.
Przestałam karmić się kłamstwami. Podsycałeś mnie.
Znałeś każdą moją słabość. Wykorzystywana.
Gdy targałam się na swoje życie, potępiałeś moje zachowanie.
Teraz kiedy sam go nie chcesz, oczekujesz aprobaty. Pokrzywdzony.
Nie lubisz żyć samotnie. Dlaczego więc wszystkich odrzucasz.
Upadasz nisko. Śnij.
Dopóki sen nie zmieni miejsca z rzeczywistością.
Budzę się w środku nocy. Przez Ciebie.
Nie chcesz zostawić mojej głowy.
Wtedy...
Zabierałeś każdy mój ból.
Teraz...
Oddajesz z potrójną siłą.
Trochę płaczę.
Żałuję.
Łykam gorycz rozczarowań.
Ponoć niczego się nie boisz. Gińmy więc... w czeluści ciemności.
Zagubmy się, w wielkim mieście. W stu tysiącach obcych twarzy.
Wśród nich, w końcu odnajdę Twoją. Nieznane oblicze.
Czy kiedyś zmienisz to?
To może być dobra śmierć.
Śmierć nie jest dobra, śmierć jest zła.
Nie jest piękna... niczym wiosenne kwiaty, piekno zachodu.
Prawdziwe uczucie.
Obiecanki, cacanki, umieranki.
Ze specjalnym wyróżnieniem opuszczasz moją duszę.
Zawsze na przedzie, krwawiące nadgarstki.
Wszechobecna śmierć.
To co, umierasz?