sobota, 5 kwietnia 2014

64.

w jednej chwili jesteś moją kotwicą, 
cumując mnie na spokojnych wodach, 
w bezpiecznym porcie
kolejnym razem, jestem jak rzucona w nurt, 
rwącej lodowatej rzeki, swoich myśli, przez Ciebie
śmiertelnym niebezpieczeństwem, 
upadkiem na dno, obłapiających ciemności, 
dławiącym haustem słonej, morskiej wody, 
tytoniowym dymem niszczącym moje płuca.
goryczką alkoholi drażniących przełyk, 
niepoprawnie przyjemną trucizną
znów jesteś zimny, jak mroźny, styczniowy poranek
kolejno: wspomnieniem piaszczystej, złotej plaży, 
skąpany w świetle księżyca, odbitego w tafli spokojnego morza
tęsknotą za dźwiękiem głosu, śmiechu, płaczu 
przy którym pęka, najzimniejsze, chore serce
żywym lub martwym, wystudzonym ciele, 
zakamarkiem mojej duszy, 
bladym lecz gorącym uczuciem, 
palącym mnie w pierś, nachalnie
brakiem tchu, powietrza w gardle, 
życiodajnym pierwiastkiem
odległą, utęsknioną, mroczną, zagadką
upadłą duszą, zrzuconą z obłoku, 
anielską powłoką
ratując z wielkiej opresji, pakując w kolejną:
uczysz mnie tęsknić za sobą z wyczuciem i gracją!
gasnącym płomieniem, cmentarnego znicza, 
zimną i wieczną mogiłą gdzie pochowane są szczątki utraconej nadziei

czwartek, 27 marca 2014

63.

Głuchy dźwięk tłuczonego szkła.
Kryształów tysiące zalega, na nowym parkiecie
Wolno kruszeje
Skaleczysz się, 
Moim złamanym,
Zakochanym sercem
Zawsze powtarzałam
Ja nie jestem odpowiednia
Niedokładna
I niespójna
A więc słuchaj tego głosu
I posłuchał, i pokochał innego
Zakochanego człowieka
Moją miłością do siebie
Wyrwaną mi z piersi
Brutalnie
Kochanie
Gdy mnie unikasz
Zapominam głosu twojego dźwięk
Powoli ulatuje
Naszej miłości smak
W powietrzu nie czuje już nawet odrobiny
Twojej obecności
A kiedy cie zabrakło, tonęłam w tęsknocie
Do ciebie
Nie sypiałam.
Kiedy minie tysiąc długich dni
Bez głosu Twojego
Zatonę