Głuchy dźwięk tłuczonego szkła.
Kryształów tysiące zalega, na nowym parkiecie
Wolno kruszeje
Skaleczysz się,
Moim złamanym,
Zakochanym sercem
Zawsze powtarzałam
Ja nie jestem odpowiednia
Niedokładna
I niespójna
A więc słuchaj tego głosu
I posłuchał, i pokochał innego
Zakochanego człowieka
Moją miłością do siebie
Wyrwaną mi z piersi
Brutalnie
Kochanie
Gdy mnie unikasz
Zapominam głosu twojego dźwięk
Powoli ulatuje
Naszej miłości smak
W powietrzu nie czuje już nawet odrobiny
Twojej obecności
A kiedy cie zabrakło, tonęłam w tęsknocie
Do ciebie
Nie sypiałam.
Kiedy minie tysiąc długich dni
Bez głosu Twojego
Zatonę
Gdy w głowie kłębi się zbyt wiele, biorę notatnik i spisuję wszystko. Z natłoku myśli w poezję.
czwartek, 27 marca 2014
63.
poniedziałek, 24 lutego 2014
62.
Dwudziesty czwarty dzień lutego.
Bilet w jedną stronę.
Paczka śmierci w kieszeni.
Pachnące resztki naszej miłości.
Jestem namiastką. Odciśniętym piętnem życiowego gówna.
Zapachem zwietrzałego szczęścia.
Wiecznie niekompletna.
Uzupełnij mnie. Niczym durną, mało skomplikowaną...
Postanawiam umrzeć. Dziś. A może jutro?
Ponoć będzie dobry dzień.
Nie mów nic. Lepiej być martwym.
Mniej problemów.
Bardziej przyziemnych.
Siedem metrów pod ziemią. Lecąc z dwóch tysięcy.
Niepoprawnych romantyków.
Miłość po północy. Tylko dla dorosłych.
Siedemnaście miesięcy. Wzlotów i upadków.
Wspinam się po wrakach własnych niepowodzeń.
Nielojalnie wobec siebie. Zdradzona.
Wieczne uczucie, przepełnione kłamstwem.
Zawsze będę Cię kochać.
Metaliczny zapach. Płynącej strużką.
Czerwonej, błyszczącej - zagłady.
Osiemnaście srogich. Nieprzewidywalnych. Zim.
Miłości mojego życia. Giń.
Tylko Ciebie chcę. Życz mi siebie. W prezencie.
Aniołku upadły.
Nie zrozum mnie źle. Nie jestem tak dobra.
Uczucie mnie zmienia. Gdy we mnie wzbiera.
Tęsknota mnie ściska. Za gardło. Za serce.
Złap mnie za ręce.
Gdy łykam tę gorycz, wspólnych rozczarowań.
Śmiertelnych.
Spójrz na przeszłość. Wróć do niej.
Nie dla mnie, dla siebie. A nas...?
Nie ma.
N a s.
Bilet w jedną stronę.
Paczka śmierci w kieszeni.
Pachnące resztki naszej miłości.
Jestem namiastką. Odciśniętym piętnem życiowego gówna.
Zapachem zwietrzałego szczęścia.
Wiecznie niekompletna.
Uzupełnij mnie. Niczym durną, mało skomplikowaną...
Postanawiam umrzeć. Dziś. A może jutro?
Ponoć będzie dobry dzień.
Nie mów nic. Lepiej być martwym.
Mniej problemów.
Bardziej przyziemnych.
Siedem metrów pod ziemią. Lecąc z dwóch tysięcy.
Niepoprawnych romantyków.
Miłość po północy. Tylko dla dorosłych.
Siedemnaście miesięcy. Wzlotów i upadków.
Wspinam się po wrakach własnych niepowodzeń.
Nielojalnie wobec siebie. Zdradzona.
Wieczne uczucie, przepełnione kłamstwem.
Zawsze będę Cię kochać.
Metaliczny zapach. Płynącej strużką.
Czerwonej, błyszczącej - zagłady.
Osiemnaście srogich. Nieprzewidywalnych. Zim.
Miłości mojego życia. Giń.
Tylko Ciebie chcę. Życz mi siebie. W prezencie.
Aniołku upadły.
Nie zrozum mnie źle. Nie jestem tak dobra.
Uczucie mnie zmienia. Gdy we mnie wzbiera.
Tęsknota mnie ściska. Za gardło. Za serce.
Złap mnie za ręce.
Gdy łykam tę gorycz, wspólnych rozczarowań.
Śmiertelnych.
Spójrz na przeszłość. Wróć do niej.
Nie dla mnie, dla siebie. A nas...?
Nie ma.
N a s.
Subskrybuj:
Posty (Atom)